-3-
Do jadalni prowadził długi, wąski korytarz, po którego obu stronach były drewniane ściany, które przyozdobione były średniej wielkości obrazami, ukazującymi zwierzęta. Z każdym kolejnym krokiem, a tym samym skrzypnięciem podłogi, coraz wyraźniej można było wyczuć zapach pieczywa oraz herbaty. Byłam spóźniona już dziesięć minut, i miałam nadzieję, że Pani Elisabeth za to nie będzie się mnie czepiała. Z szybszym biciem serca przekroczyłam próg pomieszczenia, a moim oczom ukazała się długa kolejka, która w dość szybkim tempie zmniejszała się i nim się obejrzałam, była moja kolej. Za długim stołem stała miło wyglądająca Pani, która nie mogła mieć więcej niż 30 lat, mimo tego na jej twarzy widać było zmęczenie. Jej zielone oczy przyglądały mi się z zastanowieniem, kiedy szybkim ruchem ręki odgarnęła rudy kosmyk włosów. Po chwili uśmiechnęła się w moją stronę.
- Nie kojarzę cię, musisz więc być nowa - zagaiła, a w jej głosie mogłam wyczuć nutkę współczucia.
- Tak, jestem... nowa - rzuciłam niezręcznie, zastanawiając się nad brzmieniem słowa "nowa", które w tej sytuacji wydawało mi się kompletnie nieodpowiednie. Na szczęście kobieta nie wdawała się w większą rozmowę i nałożyła mi na talerz jakąś ładnie pachnącą, brązową paćkę.
- Weź dwie bułki, i herbatę, jeśli chcesz - poinformowała, wskazując na pomarańczowy kosz z pieczywem, za którym stała miska z żółtymi kostkami masła. Zrobiłam więc, jak mi kazała, i rozejrzałam się, szukając jakiegoś wolnego miejsca, jednak w tym tłumie ciężko było coś dostrzec.
- Lisa! - usłyszałam z odległego końca sali, więc stanęłam na palcach, by dostrzec osobę, która mnie wołała. Po chwili jednak uświadomiłam sobie, że nikt mnie tu nie zna. Nikt oprócz Jeffreya i Lauren, a że był to męski głos, musiał należeć właśnie do Jeffreya, a gdy po chwili zobaczyłam go stojącego i uśmiechającego się w moim kierunku, wiedziałam, że miałam rację. Powolnym krokiem ruszyłam więc w jego stronę, ostrożnie mijając stoliki i osoby, które w spokoju spożywały przy nich posiłek.
- Widzę, że dotarłaś - powiedział, jednak jego głos był słabo słyszalny, zważywszy na gwar tutaj panujący, i na nagłe trzaśnięcie drzwiami, które zwróciło moją uwagę. - Właśnie dlatego mówiłem, że nie masz się spóźnić, po 15 minutach zamykają drzwi i nikt już nie może wejść - wyjaśnił, biorąc z mich rąk tackę, i kładąc ją na blacie.
- Siadaj, zanim ktoś ci się wepcha.
Zrobiłam więc co powiedział, i tępym nożem - czego można było się spodziewać - przekroiłam bułkę na pół.
- Dzięki, że mnie zawołałeś, gdyby nie to, pewnie nie miałabym gdzie siedzieć - rzuciłam, uśmiechając się delikatnie.
- Drobiazg - powiedział, bacznie mi się przyglądając, przez co poczułam się bardzo niezręcznie.
- Mam coś na...
- Nie, nie, nie, przepraszam, nie powinienem...
- Nie, w porządku, tylko to trochę krępujące - wyjaśniłam, śmiejąc się nerwowo.
- Obiecuję, że się poprawię - uśmiechnął się i biorąc w rękę okrągłe pieczywo, spuścił swój niesamowicie brązowy wzrok.